co pomogło wam zajść w ciążę

Centrum Dobrej Terapii. Nie ma randomizowanych badań klinicznych wskazujących na bezpieczny okres zajścia w ciążę po odstawieniu selektywnych inhibitorów zwrotnego wychwytu serotoniny (SSRI), do których należy sertralina. Niemniej w codziennej praktyce lekarskiej zaleca się zazwyczaj odczekanie 1-3 miesięcy - a właściwie od 1 do 3 Jeszcze od czasów szkolnych. W pierwszej klasie gimnazjum usiadłyśmy w jednej ławce i tak już zostało do końca liceum. Potem nasze „naukowe” drogi się rozeszły, bo ja poszłam na historię, a ona na polonistykę, ale przyjaźń przetrwała. I całe szczęście, bo naprawdę nie wyobrażam sobie, co bym bez niej zrobiła! Jestem WPHUB. Strona główna. DOM I RODZINA. Antykoncepcja, płodność / Ginekolog. co zrobić żeby na 100 nie zajść w ciążę. No właśnie Diane to są tabletki antykoncepcyjne, a ja przecież czekam na to aby zajść w ciąże.Zobaczymy jak dalej lekarz będzie mnie prowadził , a na Diane się nie zgodzę bo ja chce zajść w ciążę a nie jej zapobiegać.Mam nadzieje , że na kolejnej wizycie przepisze mi CLO bo to jest dla mnie szansa - mam taką nadzieje Stres utrudnia zajście w ciążę. Większość par starających się o dziecko słyszy od lekarzy, by unikać stresu, ponieważ to zmniejsza ich szanse na poczęcie. To powszechne przekonanie do tej pory nie zostało potwierdzone jednoznacznymi badaniami, czego podjęli się naukowcy z Boston University School of Medicine. Z badań naukowców naskah drama tentang persatuan dan kesatuan 4 orang. napisał/a: milena70 2013-08-04 18:09 Nie chce zakładać nowego watku a mam pytanie, czy jesli nie udawało się Wam zajśc w ciąże stosowałyście jakies odpowiednie środku, zele przed stosunkiem ? Cos co pomogło zajśc w ciąze ? napisał/a: ~gość 2013-08-04 18:21 milena70, ja stosowalam conceive plus- ulatwia plemnikom szybsze dojscie i dluzej zyja. tyle ze ja bym sama nie kupowala bo to drogie. ale kolezanka kupila i nim uzyla to zaszla wiec mi dala. czy ja wiem czy pomoglo? moze troche a moze sama terapia hormonalna napisał/a: Rooda666 2013-08-04 18:25 milena70 napisal(a):Nie chce zakładać nowego watku Wątek wydzieliłam, żeby nie tworzyć napisał/a: daffodil1 2013-08-04 18:36 milena70, Ten żel co pisze qamilka to strasznie drogi, więc ja narazie piję siemie i łykam wiesiołka na śluz. Powinno pomóc, choć wczoraj nie obyło się bez żelu, bo była istna sahara napisał/a: ~gość 2013-08-04 18:53 My nic dodatkowo nie stosowaliśmy i w sumie nie zamierzaliśmy, mimo że frustrujące było bezowocne staranie przez 8 miesięcy (a bez zabezpieczenia wcześniejsze 6 jeszcze...) napisał/a: daffodil1 2013-08-05 00:15 szkoda, że takie drogie te żele... :/ napisał/a: ~gość 2013-08-05 18:24 daffodil, moge ci wyslac nasz napisał/a: daffodil1 2013-08-05 19:56 qamilka, przyda Ci się na kolejne bliźniaki ale widzę, że ten to jakiś szczęśliwy :D w sensie ta konkretna tubka :D napisał/a: ~gość 2013-08-06 10:41 daffodil, kolejne blizniaki? nie przesadzaj napisał/a: daffodil1 2013-08-06 10:51 qamilka, napisał/a: senna 2013-08-30 14:39 nie wiedziałam, że można stosować jakieś specjalne żele, żeby zajść w ciążę, rozumiem jakieś witaminy ale żele nie wiedziałam. Chociaż też muszę powiedzieć, że wcale nie jest tak łatwo w tą ciążę zajść ja się staram już jakiś czas i nic. Myślę, żeby się wybrać do kliniki niepłodności, ponoć Invimed jest dobra. A Wy byłyście w takiej klinice? napisał/a: daffodil1 2013-08-30 14:57 ksak, nie a dlugo to znaczy ile? „Wiesz co? W życiu są różne momenty: lepsze i gorsze, ale musimy umieć doceniać to, co zostało nam dane. Rozglądam się wokół i jest tyle osób, które od dawna starają się o dziecko i jakoś tak nie wychodzi. Mamy ogromne szczęście, musimy o tym codziennie pamiętać” – powiedziała do mnie kilka tygodni temu koleżanka, kiedy spacerowałyśmy w górach. To prawda, na co dzień przejmujemy się pierdołami, kłócimy, denerwujemy z byle powodu. Skupiamy się na tym, co złe, a zapominamy o tym, jak wiele dobrego nas temu dostałam wiadomość:Aniu, mam do Ciebie prośbę: czy mogłabyś stworzyć jakiś artykuł i wesprzeć ludzi, którzy starają się, a nie mogą mieć dzieci? Bo każdy cieszy się takim szczęściem, ale nie każdemu jest to dane tak po prostu…Kiedy podzieliłam się z Wami radosną nowiną, dostałam mnóstwo słów wsparcia, wspaniałych historii, które pokazują, że warto zmienić sposób myślenia i zdecydować się na założenie dopiero od czasu, kiedy zostałam mamą, nauczyłam się dobrze wykorzystywać czas. Wcześniej przepływał mi przez palce. Teraz mam więcej energii i siły. Mogę góry przenosić – było też sporo wiadomości, w których opowiadaliście mi o tym, jak bardzo czekacie na dziecko, jak smutno Wam z tego powodu, że mimo starań rodzina wciąż się nie powiększa. I dlatego dziś kilka słów na ten mieliśmy ogromne szczęście, że Albatros tak szybko pojawił się na horyzoncie. Czasem stoję przed lustrem, patrzę na rosnący z dnia na dzień brzuch i myślę sobie: „Jak to się stało? Jakim cudem udało mu się tak szybko zmienić mój sposób myślenia?”. On, nie dalej jak dziś, rzucił pieszczotliwie. „Boże, kto by pomyślał, że taki kawał dziewuchy uda nam się tak szybko zmontować. I to jeszcze, że taką upartą Pannę Annę namówiłem”. Ale czasem w życiu tak jest. Przychodzi ktoś, kto sprawia, że porzucasz wszystkie swoje dotychczasowe przekonania. Ktoś, kto dodaje Ci wiary we własne możliwości i odwagi do tego, by robić swoje. fot. pracę na etacie, choć zaledwie kilka tygodni wcześniej zdążyłam ją zmienić. Ludzie pukali się w czoło i patrzyli na mnie jak na wariatkę. Od dawna marzyłam o tym, by założyć własną firmę, ale ciągle mówiłam sobie, że to jeszcze nie ten moment, że jeszcze trzeba poczekać. Chwilę później spakowałam walizki i wyprowadziłam się z mojej ukochanej Warszawy. Zanim zdążyłam się odnaleźć w nowej sytuacji, padło hasło „dzieci”. Śmieję się, że nawet nie miałam czasu się zastanowić. Ale może i lepiej, bo w przypadku takich osób jak ja, to jedyna droga: nie dać czasu na myślenie. Bo czy fakt, że decydujesz się na to, by założyć z kimś rodzinę po 10 latach bycia razem daje większą pewność co do słuszności podjętej decyzji? Znam tyle par, które były ze sobą długo, wzięły ślub i rozwiodły się ze sobą po roku. To nie w latach jest pies pogrzebany, a w dojrzałości. Mam wrażenie, że im człowiek jest starszy, tym więcej wie. O świecie, o innych, ale przede wszystkim o sobie. Wiesz, co lubisz, a czego nie. Wiesz, czego oczekujesz od życia, jakie są Twoje priorytety. Zdajesz sobie sprawę z tego, co jest dla Ciebie fundamentalne, a na co możesz przymknąć oko, bo ideałów nie ma. Wcześniej, tylko myślisz, że wiesz… I owszem, możesz mieć to szczęście, że już na początku swojej drogi spotkasz kogoś, kto dojrzeje razem z Tobą i będzie właśnie tą osobą. Ja tak nie miałam. A potem najtrudniejsze zadanie: pielęgnacja. Bo miłość nie trwa tak po prostu, nie jest nam dana. To proces, który wymaga od nas cierpliwości, wyrozumiałości i pracy. Oby starczyło nam na to sił. „Macie ogromne szczęście: podobne podejście do wielu kwestii, wspólną pasję, lubicie się jako ludzie. Nie spieprzcie tego” – powiedział nam ostatnio starszy kolega. Będziemy się starać tym bardziej, że nie jesteśmy już sami we dwoje. Że nie można przy pierwszej lepszej kłótni o pierdoły tak po prostu trzasnąć drzwiami i powiedzieć: „Spadaj! Pakuję się i zaczynam wszystko od nowa”.Nasza droga choć piękna od początku była trudna. Na każdym kroku wymagała szybkich i bardzo ryzykownych decyzji i zazwyczaj to ja je musiałam podejmować. Kiedy padły słowa „Chcę mieć z Tobą dzieci”, kilka tygodni później spóźniał mi się okres. Test ciążowy pokazał dwie kreski. Nie wierzyłam. Zrobiłam drugi i trzeci – to samo. Szok. Od razu? Tak po prostu? Byłam tak zaskoczona, że cała ta radość mieszała się z lękiem, niepokojem, obawą o to, co będzie dalej. Spodziewałam się, że to dłużej potrwa, przynajmniej kilka miesięcy. Że będę miała czas na to, żeby sobie wszystko jakoś poukładać w głowie, a tu nie. Ale mimo tych wszystkich obaw, radość, jaką wtedy poczułam, nie była podobna do żadnej innej. Raptem poczułam się taka…spełniona. Tak, to dobre słowo, choć nigdy wcześniej nie przyszłoby mi do głowy, że ciąża może dać mi takie emocje. Zawsze czerpałam radość z pracy, bloga, z biegania. Dwa dni później pojawił się ogromny ból brzucha. W łazience czekała na mnie bardzo niemiła niespodzianka. „Poronienie biochemiczne” – usłyszałam od lekarza. „To się zdarza bardzo często, kobiety nawet nie wiedzą, że doszło do zapłodnienia, myślą, że pojawił się spóźniony okres”. Ale nie miało to dla mnie znaczenia, czy to się zdarza często czy rzadko. Nie obchodziło mnie to, czy myślałam, że jestem w ciąży przez dwa dni czy przez kilka tygodni. Było mi tak przykro, tak źle, że właściwie nie da się tego opisać. Dzień później czekało mnie dużo pracy, spotkań z ludźmi, musiałam szybko się zebrać w sobie i nie przejmować. Na skutek zmian hormonalnych w ciągu dwóch dni waga podskoczyła o 3kg! Byłam cała opuchnięta, a do tego wszystkiego smutna. Wyglądałam źle, a czułam się jeszcze gorzej. Ostatnią rzeczą na jaką miałam ochotę, były wspólne treningi, spotkania, ale trzeba było się zebrać i stanąć na wysokości zadania. Pojechać na duży event, uśmiechać się i zarażać pozytywną energią. Jakoś razem to ja naładowałam się pozytywnie tym, co dostałam od ludzi i momentalnie później znowu byłam w ciąży. Pierwsze tygodnie stresowała mnie każda wizyta w toalecie. Tym razem wszystko zagnieździło się jak trzeba i brzuch rośnie, oby tak dalej. Śmieję się, że od momentu, kiedy podejmujesz decyzję, że chcesz zostać mama, nie przestajesz się stresować. Najpierw martwisz się, czy zajdziesz w ciążę, później czy ją utrzymasz, stresujące jest każde badanie, potem poród. Ale prawdziwy lęk zaczyna się wtedy, gdy dziecko przychodzi na świat. Każda choroba, upadek, przechodzenie przez ulice, późniejszy powrót do domu, rozładowany telefon – nawet nie chcę jeszcze o tym myśleć;)Chciałam Wam o tym powiedzieć, bo dzięki temu przykremu doświadczeniu bardzo dużo w moim życiu się zmieniło. Zobaczyłam, że mam obok siebie cudownego partnera, na którego mogę liczyć bez względu na to, czy jest dobrze, czy źle. Dotarło do mnie, że mimo wielu obaw, dojrzałam do tego, by być mamą, że tego chcę i co więcej, chcę tego właśnie z nim, bo to on jest ojcem moich dzieci. Jestem w stanie sobie wyobrazić, co czują kochający się ludzie, którzy starają się o dziecko, a ono wciąż nie przychodzi. Wiem, z jakim rozczarowaniem musi się spotykać kobieta, która stwierdza, że znowu ma okres. Wyobrażam sobie jak frustrujące musi być to, kiedy wszystkie badania są w porządku, a Albatrosa ani śladu. Wiem, jak boli, kiedy tracisz wiele par, które całe lata starały się o dziecko i do niektórych szczęście zapukało po roku, do innych po czterech latach, a do jeszcze innych aż po sześciu. „Śmieję się, że dużo łatwiej wstawało mi się do córki w nocy, bo czekałam na nią tyle lat” – powiedziała mi ostatnio koleżanka, która nigdy się nie poddała mimo wielu niepowodzeń. Moja mama też czekała na mnie wiele lat. „Czego ja nie próbowałam! Nawet jarzębinę zaczęłam jeść, bo gdzieś wyczytałam, że to może pomóc” – śmieje się dziś i mówi, że któregoś dnia to się po prostu ja też życzę Wam tego, żebyście się nigdy nie poddawały, nie przestawały wierzyć, nie frustrowały się. Bo raptem okazuje się, że człowiek wrzuca na luz i wszystko samo się dzieje, a w innym przypadku trzeba pomóc losowi: raz, drugi, trzeci, aż do skutku. Tak czy siak jesteśmy silne i zniesiemy wiele, a jeśli do tego mamy przy sobie kochających partnerów, to już w ogóle możemy przenosić góry!Będzie dobrze – ja w to wierzę! Postów: 356 106 Witam Was bardzo serdecznie! Chciałabym dowiedzieć się od Was jakie leki w końcu Wam pomogły zajść w ciąże? JA zmieniłam lekarza. Staramy się o dziecko ponad 2 lata. 6 cykli z CLO kolejne z GOnaf F i ciągle nic. przerwa- ciąża naturalna - poronienie w 16tc zmieniłam lekarza i znowu podaje mi CLO z ovitrelle i duphaston. Czy nie uważacie, że jeśli lek CLO nie pomógł mi w zajśćiu w ciąże to może jednak lekarz powinien zastosować u mnie inny lek? wypróbować coś nowego? u mnie problem tkwi w tym że ma cechy PCOS. Wiele pęcherzyków, brak owulacji bez leków.... JAkie leki Wam pomogły? mam niedługo kolejną wizytę i chcę mojego lekarza podpytać o możłiwość spróbowania innych leków... od razu proszę nie odbierajcie mnie źle... ja po prostu opadam już z sił i szukam ratunku w innych lekach... szukam sposobu by w końcu mieć dziecko! Postów: 1359 790 Może zanim znowu będziesz brała leki warto się przebadać pod kątem bakterii (jeśli do tej pory tego nie zrobiłaś). Mogą być one przyczyną poronienia, albo trudności z zagnieżdżeniem się dzidziusia. Lekarz powinien ocenić, dlaczego do tej pory nie doszło do ciąży mimo leków, bo myślę, że PCOS może tu nie być jedyną przyczyną. Można też przebadać krzepliwość, bo trombofilia też może skutkować poronieniem. Nie wiem, jakie badania miałaś dotychczas więc trudno mi coś Ci podpowiedzieć. AgnieszkaH 35 lat Starania od 2014r. 4 Cykle stymulowane 😢 3 IUI 😢 1 IVF ICSI 2 komórki - 1 zarodek - ET 3-dniowca 😢 2 IVF ICSI+MACS 6 komórek - 3 blastki 😍 Pół roku leczenia ureaplasmy. Skutecznie💪 1 FET Embryoglue+Accofil+Encorton - 7tc puste jajo 💔 2 FET Embryoglue+Accofil+Encorton😭 3 FET Accofil+Embryoglue😭 KONIEC STARAŃ Z POMOCĄ MEDYCZNĄ NA BARDZO DŁUGO LUB NA ZAWSZE Problemy: immunologia, cienkie endometrium (stany zapalne), słabe komórki, PAI-1 hetero, zrosty, mięśniak śródścienny itd... KIR Bx bez implantacyjnych, mąż C1C2 Ja brałam CLO, które raz wywoływało owulację raz nie, a jak trafiłam do lekarzy zajmujących się leczeniem niepłodności to obydwoje się za głowy chwycili, kto mi, przy takim obrazie jajników dał CLO A sprawdzałaś, czy pęcherzyki ci pękają? Bo ja jestem przypadkiem, że mimo, iż jestem stymulowana Puregonem i dostaję na pękniecie Ovitrelle to niestety nic mi nie pęka, ale też nie zamienia się w torbiele na szczęście A tak w ogóle zaleca się stosować CLO tylko 6 cykli, jeśli nie pomogło, to trzeba szukać innych sposobów. Pamiętaj również o tym, że CLO upośledza endometrium, więc owulkę możesz mieć, ale twoje endo nie będzie gotowe na przyjęcie maluszka. Wiadomość wyedytowana przez autora: 9 sierpnia 2016, 10:48 Postów: 3207 1962 Ja nie miałam owulacji bo pęcherzyki mi rosły do max 15 mm i sie kurczyły. Żaden lekarz tego nie wykrył bo uważali że mam książkowe cykle. Ja też nie podejrzewałam cykli bezowulacyjnych bo mierzyłam temp. sprawdzałam dokładnie śluz i wszystko szło książkowo w każdym cyklu. Śluz był piekny i ładny skok temp. w każdym cyklu ok 13 dc. Wszystko na oko szło idealnie a jednak owulki niemiałam i wyszło to dopiero jak 5 czy 6 lekarz zlecił monitorowanie owulacji i wyszło to o czym wspomniałam na początku. Zlecił mi badanie prolaktyny +prolaktyna po obciążęniu. Prl podstawową miałam w normie ale po obciążeniu wyszła 24x wyższa i bo bromergonie owulacja wróciła. Wiele lekarzy nie praktykuje badania i leczenia prl po obciążeniu twierdząc że to sztucznie podniesiona i nie ma wpływu. U mnie to był powód braku owulacji i braku ciązy przez 7 lat. lekarz mi mówił że jeżeli po obciążeniu prl jest bardzo wysoka (podobno do 5x wyższa od podstawowej może być ale nie jestem dokładnie pewna czy do 5 x czy mniej ale raczej max 5x) to np. stres nerwy i inne podobne sytuacje tak samo ją podnoszą jak metoclopramid i może dochodzić do zaburzeń owulacji jak było u mnie. 7 lat walki o Ciebie Kruszynko... (*) Aniołek Madzia 7 tc luty 2020 - w moim sercu pozostaniesz na zawsze Postów: 356 106 AgnieszkaH wrote: Może zanim znowu będziesz brała leki warto się przebadać pod kątem bakterii (jeśli do tej pory tego nie zrobiłaś). Mogą być one przyczyną poronienia, albo trudności z zagnieżdżeniem się dzidziusia. Lekarz powinien ocenić, dlaczego do tej pory nie doszło do ciąży mimo leków, bo myślę, że PCOS może tu nie być jedyną przyczyną. Można też przebadać krzepliwość, bo trombofilia też może skutkować poronieniem. Nie wiem, jakie badania miałaś dotychczas więc trudno mi coś Ci podpowiedzieć. badania pod kątem bakterii, czy mogłabyś wskazać jakie to są mniej więcej badania? krzepliwości nie miałam badanej. Bardzo dziękuję za odzew! Postów: 356 106 MedA wrote: Ja brałam CLO, które raz wywoływało owulację raz nie, a jak trafiłam do lekarzy zajmujących się leczeniem niepłodności to obydwoje się za głowy chwycili, kto mi, przy takim obrazie jajników dał CLO A sprawdzałaś, czy pęcherzyki ci pękają? Bo ja jestem przypadkiem, że mimo, iż jestem stymulowana Puregonem i dostaję na pękniecie Ovitrelle to niestety nic mi nie pęka, ale też nie zamienia się w torbiele na szczęście A tak w ogóle zaleca się stosować CLO tylko 6 cykli, jeśli nie pomogło, to trzeba szukać innych sposobów. Pamiętaj również o tym, że CLO upośledza endometrium, więc owulkę możesz mieć, ale twoje endo nie będzie gotowe na przyjęcie maluszka. Pękają po ovitrelle i niby endo zawsze mam dobre.... Postów: 356 106 JEśli chodzi o badania to mialam prolaktyne, testoteron, thf fsh i te inne tarczycowe, amh w normie, glukoza o dwie jednostki tylko w górę, Igm, IGa wszystko w normach. Jedyne noby co to ten brak owulacje i pęcherzyka dominującego, ale przy lekach owulacja jest a ciąży nadal brak. Jedyne co mnie zastanawia to 10 dni po rzekomej owulacji miałam progesteron 6,67 nh/ml to trochę chyba niski jak na owulację odbytą? Mam monitoringi, zawsze 1 pęcherzyk, zastrzyk podawany przy 19mm i owulacja potwierdzona monitoringiem. Mąż ma suuper wyniki. A ciąży nadal nie ma (( Tylko jedno poronienie... od samego początku coś było nie tak bo dzieciątko było za malutkie Postów: 3207 1962 czekającanacud wrote: Jedyne co mnie zastanawia to 10 dni po rzekomej owulacji miałam progesteron 6,67 nh/ml to trochę chyba niski jak na owulację odbytą? Mam monitoringi, zawsze 1 pęcherzyk, zastrzyk podawany przy 19mm i owulacja potwierdzona monitoringiem. No to masz niedomogę ciałka żółtego. Progesteron NIE jest wyznacznikiem owulacji mimo że niektórzy lekarze tak twierdzą. Mnie kiedys wytłumaczył to lekarz który zajmuje się leczeniem niepłodności ok 20 lat i był na szkoleniu w USA dot. leczenia niepódności i on mi mów że wysoki progesteron świadczy o tymże ciałko żółte dobrze pracuje. Ja np. miała prog. 15-19 przy cyklach bezowulacyjnych!!! i inni tweierdzili że mam owulację i przez ich diagnozy 7 lat nie byłam w ciąży bo jak miałam zajśc skoro owulacji nie miałam a progesteron książkowy. I to poronienie tez mogło być spowodowane niedomoga ciałaka żółtego i zachamowaniem wzrostu i rozwoju dziecka. Powinni Ci dac Luteinę. 7 lat walki o Ciebie Kruszynko... (*) Aniołek Madzia 7 tc luty 2020 - w moim sercu pozostaniesz na zawsze Postów: 8014 6907 Letrozol zamiast clo można by spróbować Ile z was stara się o zajście w ciąże i się wam nie udaje? Ile z was przechodzi przez tek kołowrotek emocji co miesiąc w oczekiwaniu, że może tym razem okres sie spóźni i okaże się, że jesteście w ciąży? Mój mąż pilnuje kalendarzu bardziej niż ja. Ja wiem kiedy ma dni płodne więc nie muszę na kalendarzyk zwracać uwagę. W sumie to ja wogóle nie stosuję kalendarzyka ale mamy w kuchni jeden duży to mój mąż sobie zapisuje kiedy mam okres i liczy dni. Z jednej strony jest to może słodkie, że się stara itp. Ale dla mnie jest to męczące. Podczas jednej z video rozmów z naszą lekarką prowadzącą, dowiedzieliśmy się ze na naturalne zajście w ciąże mamy znikowe szanse i będziemy potrzebowali In-vitro aby moglibyśmy być rodzicami. Jakoś to zapamiętałam sobie, jakoś to mi utkwiło w głowie i tak mi zostało. Ja chcę aby ten seks był zabawą, pocuciem bliskości i miłości. Nie chę aby był to obowiązek czy rytułał. W przeciwnym wypadku wydaje mi się, że po jakimś czasie, kiedy nie zajdę w ciążę po raz kolejny stracę nadzieję i jakoś wszystko się w związku nazym zmieni. A tego bym nie chciała... Dzisiaj próbowałam wytlumaczyć mojemu mężowi, że takie pilnowanie mnie odpędza i powoduję że się źle czuję i nie mam ochoty na baraszkowanie. Próbowałam mu wytłumaczyć jaki jest to emocjonalny bagaż i jak bardzo mnie to dołuje. Nie wiem czy mi się udało i czy to jakieś wyniki poniosło. Ale trudno jest mi o tym mowić bo wiem, że on chce dobrze. I to mnie chyba najbardziej boli. Ja wiem, że zawsze jest nadzieja, i że zawsze trzeba dobrze myśleć.. Ale takie 'dobre myślenie' doprowadziło mnie do załamania nerwowego 2 lata temu i nie chę przez to po raz drugi przechodzić. Nie mogę zrozumieć tej niesprawiedliwości na tym świecie, że jedna kobieta nie może mieć dzieci, nie ważne jak bardzo by chciała bym mamą; a druga będzie rodzić jedno za drugim i albo je wyrzuci, albo zostawi albo sie wyskroba :( to tak bardzo boli, kiedy się wie, że tak się dzieje a ty, jako osoba która pragnie być mamą z całego serca nie może. Wiem, że są domy dziecka i można adoptować. Jest to jeden z moich kolejnych kroków jakie będę stawiać jak sie IVF nie uda. Jak na razie walczę sama z soba aby się nie poddawać i dalej mieć nadzieję.. Ale czy wytrwam długo? Tego nie wiem... Weronika Ten wpis nie jest dla wszystkich. Jeśli komuś łatwo, a wielu osobom z pewnością łatwo, nie zamierzam specjalnie z nim polemizować i życzę wszystkiego dobrego. Kiedy ogłosiłam ciążę w social mediach, pojawił się i komentarz, że nie wszystkim łatwo czyta się tego typu wiadomości i warto o tych osobach pamiętać. Bynajmniej nie uważam, żeby był to komentarz niemiły, wręcz przeciwnie, świadczył o empatii. Doskonale pamiętam ile blogerek i instagramowych profili przestałam obserwować w trudnym dla mnie czasie. Co więcej, nie spotykałam się ze znajomymi, którzy mają dzieci. To jest wpis dla tych, którzy czują się podle i cierpią. Tak jak ja, rok temu, pół roku temu. Dla tych, co stresują się i popadają w paskudne nastroje. Bo mają prawo. Nie będę tutaj udzielać porad, od tego jest lekarz ze swoją specjalistyczną edukacją i doświadczeniem. Osobiście trzymam się z daleka od wszelkich forów samopomocy i stron z mądrymi radami. Nie mam na celu bycia coachem pozytywnego myślenia i wizualizacji i namawiać, że głowa do góry, na pewno się uda i będzie dobrze. Pewnie będzie, szybciej czy później, ale dla niektórych nie będzie. Mam jedynie na celu powiedzenie, że takich osób jest więcej. Chociaż wydaje Ci się, że wszystkie kobiety są w ciąży, tylko nie ty, to może mijać Cię osoba, która czuje dokładnie tak samo. Mogę też podzielić się swoim doświadczeniem, jednocześnie zastrzegając, że niektórym na nic się nie zda. Wydawało mi się, że zajście w ciążę to błahostka. Przecież tak mówiono na każdym etapie edukacji i w domu. TYLKO NIE ZAJDŹ W CIĄŻĘ. Największy straszak na wiele, wiele lat życia. Większy niż groźba bycia zamordowaną. Kiedy znajdujesz się w momencie życia, że dziecko nie jest straszniejsze od mordercy, nagle okazuje się, że, he he he, tak super łatwo nie jest. Statystycznie w każdym miesiącu masz jakieś 15-25% szansy. Statystycznie. Ma na to jednak wpływ mnóstwo, mnóstwo czynników. O tych czynnikach jednak przez wiele lat szkolnej edukacji mówi się mało lub prawie nic. Pierwszy raz zaczęłam się martwić po pół roku. Niby krótko, w Wielkiej Brytanii wizyta u lekarza zalecana jest po roku. Sprawa kładła się jednak cieniem na moim samopoczuciu i po raz pierwszy zdecydowaliśmy się z mężem na badania w prywatnej klinice. Wszystkie wyniki były zadowalające, żadnych oczywistych problemów. Rzeczywiście, wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku, bo jeszcze w tym samym miesiącu okazało się, że jestem w ciąży. Jeśli czytasz mnie od dłuższego czasu, być może pamiętasz zeszłoroczny tekst o poronieniu. Moje samopoczucie i samoocena legły w gruzach, co miało wpływ na wszystkie aspekty życia. Rzuciłam pracę ( z czym nosiłam się od jakiegoś czasu, ale potem nie mogłam już wytrzymać). Co miesiąc robiłam testy owulacyjne. W tym czasie uprawialiśmy tyle seksu, że momentami zaczynało to być uciążliwym obowiązkiem. Postanowiłam nie podróżować samolotem, żeby nie zakłócać swojego cyklu. Kolejne badania, o wiele bardziej szczegółowe, niecały rok po poprzednich. Łącznie wydaliśmy na nie lekką ręką tysiąc funtów. Bezradny lekarz rozkładał ręce. Nie ma żadnych powodów, czemu nie miałabym być w ciąży. Co miesiąc chlipałam po kątach, kiedy nadchodził okres. Każda ogłoszona ciąża celebrytki, instagramerki czy blogerki była jak splunięcie w twarz. Bardzo identyfikowałam się z Charlotte z “Seksu w Wielkim Mieście” i jej stwierdzeniem „The big joke is I spent my entire 20s worried that I’d get pregnant. I could’ve screwed everything in sight!”. Miałam wrażenie, że każda kobieta ze znaczkiem “Baby on Board” śmieje się ze mnie. Zwłaszcza w okolicach Bożego Narodzenia były one wszędzie. Młodziutkie i całkiem niemłode. Piękne i zupełnie przeciętne. Pamiętam jak weszłam do domu z płaczem, bo wychodząc z autobusu trafiłam na jakąś kobietę w wielkim dresie i z siwymi włosami, która również miała ten znaczek. Czyli wszyscy, wszyscy mogą, tylko ja jedna nie!Ciąża to jedna z tych niewielu sytuacji, kiedy robisz co miesiąc te same rzeczy i spodziewasz się innego rezultatu. Czyli, wg Einstena, definicja szaleństwa. Ciężko zaakceptować, że nie masz na coś wpływu. W pracy jeśli bardziej się staram, to idzie mi lepiej i zarabiam więcej dzięki premii. Na blogu jeśli więcej publikuję i piszę lepiej, przychodzi więcej odbiorców i fanów. Jak “lepiej” zachodzić w ciążę? Tym bardziej, że jakość samego seksu ma stosunkowo niewielki wpływ na efekt końcowy. To było właśnie najgorsze z całej sprawy. Czekanie i bezsilność. Gdyby ktoś powiedział, że to przez fakt, że jestem za stara, że za dużo w życiu piliśmy, że to wina całej mrożonej pizzy zjedzonej na studiach czy czegokolwiek co zrobiliśmy, albo co ktoś zrobił, byłoby łatwiej. Fakt, że jesteśmy zdrowi i nic nie wychodzi był właśnie powodem, dla którego płakałam pod prysznicem i za każdym razem gdy dostałam okres. Nie będę ukrywać, nie tęskniłam do trzymania w ramionach dziecka i do jego miłości. Wcale nie lubię dzieci. Nie mam specjalnego instynktu macierzyńskiego. Tęskniłam do poczucia, że nie jestem ułomna, nie jestem porażką. Chociaż zupełnie nie uważam, że dziecko jest wyznacznikiem wartości kobiety czy w ogóle człowieka, ani nawet, że każdy powinien je mieć. Racjonalizm i ideały to jedno, uczucia to co innego. Opisuję to ze swojej strony, bo nie czuję prawa do określania tego, co czuł mój mąż. Wydawał się nie mieć wielkich rozterek, ale zwykle wydaje się nie przejmować większością rzeczy (no, chyba, że chodzi o politykę). Zakładam jednak, że kiedy osoba z którą jesteś z normalnego człowieka zamienia się w kulkę rozpaczy, życie codziennie wymaga dużo siły. Nie możesz nawet niczego zrobić, żeby problem rozwiązać. Dochodzimy w końcu do momentu przełomowego. Tego, kiedy stwierdzam, że mam to gdzieś. Wyrzucam testy owulacyjne (wszystkim bardzo to polecam, bo nie wynika z nich nic dobrego). Piję ile mi się podoba. Jem co mi się podoba. Jedziemy na wakacje – trzeba lecieć samolotem. Na pokładzie szybko zamawiamy butelkę Prosecco. Chodzimy do klubów, gdzie palimy shishę i pijemy jeszcze więcej. Niedługi czas po powrocie dopada mnie paskudny PMS. Stwierdzam, że trudno, obojętnie, właściwie wcale mi już nie zależy. Idę z PMSem do koleżanki na kolację, gdzie zapijam go winem. Bardzo boli mnie brzuch, więc wracam do domu, kładę się po kołderkę i dla rozluźnienia na wszelki wypadek pociągam jeszcze whisky. Dwa dni potem wynik na teście jest pozytywny. Co pomogło? Nie wiem. Może polecony przez lekarza probiotyk (pewnie po to, żebym wyniosła z wizyty cokolwiek). Może wyrzucenie testów owulacyjnych. Może zakup mieszkania, wydanie wszystkich oszczędności i skoncentrowanie całej uwagi na prawnikach, agentach nieruchomości i umowach z bankiem. Może Cypr, który jest wyspą Afrodyty. Może dużo alkoholu. Może stwierdzenie, że najwyżej na kiedyś zrobimy in vitro. Wpisałam w kalendarz dzień, kiedy zamierzam umówić wizytę i przestałam interesować się co będzie w międzyczasie. Nie mam na co wydawać pieniędzy do tej daty, więc mogę równie dobrze wydawać je na jedzenie, picie, sukienki i dobrą zabawę. To jest najcięższa i najgłupsza rada ze wszystkich, ale kiedy przestałam o tym ciągle myśleć i poddałam się, wtedy się udało. Zdaję sobie sprawę, że w tym wszystkim wydaje się jakbym przeżywała jakąś dramatyczną sytuację, która jest lub będzie obca większości osób oprócz tych co nie mają szczęścia. Jeśli by skupić się na samych liczbach, to, no cóż, nie do końca tak jest. W ciągu 1,5 roku byłam w ciąży dwa razy. Rzeczywiście jestem zdrowa. Nie ukrywam, że problem tkwił właściwie tylko w mojej głowie i w moich reakcjach. Tylko…skąd się wziął? Czym był karmiony? Nie tym, co wynikało z wewnątrz mnie. Mała dygresja: warto wybrać lekarza, który sprawia, że czujemy się dobrze. Sama byłam w całym okresie starań u kilku i szczerze mówiąc wolę słyszeć „co się pani denerwuje, pani jest młoda, jakimś sposobem damy radę” niż „no to kiedy następna ciąża?”. Mała rzecz, a naprawdę dużo zmienia…(Lekarz od pierwszej wypowiedzi był Brytyjczykiem, a druga pani Polką, ale uznam to za niefortunny zbieg okoliczności)Jeśli masz ochotę przestać mnie obserwować na najbliższe kilka miesięcy, nie mam Ci tego za złe. Nie musisz czuć się głupio czy źle. Nie wymyślasz. To jest diabelnie nieprzyjemna sprawa, z którą nawet jak nie jesteś sama, to jesteś. Nawet kochany, dojrzały, czuły partner pełen najlepszych intencji nie da rady wyleczyć lęków, może tylko próbować pocieszyć. Z mojej strony, ze strony osoby, która jest neurotyczna i jeśli może się czymś zdenerwować, to się zdenerwuje, mogę tylko szczerze powiedzieć, że denerwować się nie warto. I tak w niczym to nie pomoże. Można próbować dalej żyć i czekać. Ze świadomością, że takich osób jak Ty jest niemało. Można nawet trochę pocieszyć się dostępnym morzem wina i whisky, póki czas. Obecnie dotkliwie za nimi tęsknię. Z tą myślą Cię zostawię – muszę iść do toalety, bo ktoś kopie mnie w pęcherz.

co pomogło wam zajść w ciążę