czy mikołaj to rodzice

Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. że święty Mikołaj nie istnieje. Rodzice w szoku! święty Szkolne szaleństwa Narysuj projekt fotografii klasy Mikołajka. Sprawdź w tekście, kto koło kogo stał lub siedział. Jeżeli nie znajdziesz takich informacji, sam(a) zaproponuj układ miejsc.Ułóż dwa rankingi: najfajniejszych i najgłupszych pomysłów Mikołajka i kolegów.Odgadnij, w czyich dzienniczkach mogłyby znaleźć się takie wpisy:Opowiedz o uczniu obcokrajowcu, który Dokładny adres, pod którym mieszka Święty, to: Santa Claus. Arctic Circle. 96-930 Rovaniemi, Finlandia. W adresie nie znajdziemy ulicy, na której mieszka Święty Mikołaj, ale jego wioska jest tak znana w okolicy, że wystarczy wypisać na kopercie powyższy adres, by list trafił do właściwego odbiorcy. Elfy już o to zadbają! Rodzice Mikołaj Mickiewicz Barbara Majewska Odpowiedzi czy to przez roboty, web crawlers, oprogramowanie, narzędzia lub dowolną manualną lub zautomatyzowaną Muzeum Adama Mickiewicza w Nowogródku. Adam Mickiewicz urodził się 24 grudnia 1798. Został ochrzczony 12 lutego 1799 w kościele Przemienienia Pańskiego w Nowogródku [13]. Był synem Mikołaja Mickiewicza herbu Poraj, adwokata sądowego w Nowogródku i komornika mińskiego, oraz Barbary z Majewskich, córki ekonoma z pobliskiego Czombrowa naskah drama tentang persatuan dan kesatuan 4 orang. Podobno dopóki wierzy się w Mikołaja, jest się dzieckiem. Prędzej czy później przychodzi jednak taki moment, że trzeba powiedzieć dziecku, że ten Mikołaj, który u nas był to tak naprawdę wujek. Albo tata, sąsiad, obcy, wynajęty facet. Jak to zrobić bezboleśnie? Najlepszą metodą, moim zdaniem, jest nie oszukiwanie od samego początku. To wcale nie oznacza, że należy dwulatkowi powiedzieć, że zaraz przyjdzie tata w przebraniu i przyniesie prezent. Można zrobić to w delikatny, ale prawdziwy sposób. I ta “metoda” sprawdza się u nas w domu. Co mówię? Mikołaj był zwykłym człowiekiem. Już jako młodzieniec bardzo lubił pomagać innym ludziom. Kiedy zmarli jego rodzice rozdał cały swój majątek biednym. Dbał o to, by nikomu nie brakowało jedzenia i pieniędzy. Nawet, gdy został biskupem nie zapominał o ubogich. Zmarł 6 grudnia i właśnie wtedy wspominamy Mikołaja. Legenda głosi, że kiedy odchodził z tego świata na niebie ukazały się anioły i rozbrzmiał chór anielski. Kościół ogłosił go Świętym. Żeby pamięć o Świętym Mikołaju nie zaginęła jego pomocnicy rozdają dzieciom prezenty. Mikołajem może zostać każdy kto chce zrobić przyjemność innym. Tym sposobem Mikołaj jakby jest, ale go nie ma. Przychodzi ktoś z brodą w czerwonym ubraniu i daje upominek. Ale prawdziwy Święty Mikołaj nie żyje już na ziemi. Co zrobić jeśli do tej pory nie powiedziano tego dziecku i jest przekonane, że widzi prawdziwego Świętego Mikołaja, na przykład w centrum handlowym? Nic. Jeśli wierzy i ma z tego ogromną radość to nie psujmy tego. Pamiętam jak sama czekałam na niego, a kiedy tylko się zjawiał serducho waliło mi jak szalone. Wspominam to ze łzami w oczach. To jedne z najlepszych wspomnień z mojego dzieciństwa. Jeśli dziecko samo zaczyna wątpić w to, że facet w przebraniu jest prawdziwy, jeśli pyta i drąży to najgorszym pomysłem byłoby powiedzenie, że faktycznie to przebieraniec. Maluch odczyta to w taki sposób, że był oszukiwany i przez wiele lat to wujek przynosił klocki, zabawki i smakołyki. Trwanie w kłamstwie, choć w dobrej wierze, też nie jest ok. Pamiętam w jaki sposób ja się dowiedziałam, że facet w czerwieni to nie prawdziwy Święty. Rozpoznałam go. I choć wcześniej domyślałam się, że rodzice nie mówią prawdy, to i tak było mi trochę przykro. Co więc robimy? Wracamy do punku A, czyli do prawdy. Zawsze jest to mniej szokujące niż “Święty Mikołaj nie istnieje”. Jeśli w Waszym domu Mikołaj nie zjawia się fizycznie, a zostawia prezenty w nocy albo dopiero pod choinką, to w momencie, gdy dziecko już wątpi i pyta, można powiedzieć, że ma szczęście, bo jego rodzice są właśnie jego pomocnikami. Bez względu na to czy dziecko wciąż wierzy w Mikołaja, czy nie, radość z prezentów jest niezmienna. I to jest fajne 🙂 Home Sztuka, Kultura, KsiążkiKsiążki Fromage zapytał(a) o 15:01 Jak nazywają się rodzice "Mikołajka"? Zastanawiacie się czasem? Ja jestem bardzo ciekawa :)Chodzi o książkę "Mikołajek" 0 ocen | na tak 0% 0 0 Odpowiedz Odpowiedzi Niuńka <3 odpowiedział(a) o 15:02 MikOłaj i MikOłajOwa :D hehe xP 1 0 blocked odpowiedział(a) o 15:42 Nom.^.^ Koffam tą książkę! Odpowiedź została zedytowana [Pokaż poprzednią odpowiedź] 0 0 blocked [Pokaż odpowiedź] Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub 14 odp. Strona 1 z 1 Odsłon wątku: 6304 Zarejestrowany: 24-11-2010 11:37. Posty: 13 IP: Poziom: Maluch 29 listopada 2010 21:51 | ID: 340198 Mój najstarszy syn ma 9 lat i zaczyna głosno mówić o tym - patrzac na mnie uwaznie, że Mikołaja nie ma. Troche mi zal, że maluchy ( 4 i 5 lat) moga zostac " uswiadomione " przez starszego brata. Więc tłumaczę,, że ci przebrani panowie w strojach mikołaja to jego pomocnicy Macie jakies sugestie , jak utrzymac Mikołaja w mocy. Moje dzieciaki 29 listopada 2010 21:58 | ID: 340202 Moja Mama zrobiła coś takiego- mam jednego brata i trzy siostry. Całej naszej piątce wsadziła do butów czołgi. Rano byłyśmy bardzo zdziwione jak je znalazłyśmy. Moja Mama powiedziała, że Mikołaj tylu dzieciom musi dać coś do buta, że się pomylił. Pomyślałam, że w takim razie Mikołaj faktycznie istnieje, bo rodzice wiedzą przecież, że mają cztery dziewczynki i dali by coś innego. 29 listopada 2010 22:29 | ID: 340213 ja jak już byłam własnie jakąś 9-latką i też już nie wierzyłam w Mikołaja, to mama pokazała mi wiadomości, bo akurat leciały, a w nim mówili niedowiarkom, że jest prawdziwy Mikołaj i jest tylko jeden w Laponii, wybiera go się na kilka lat jak prezydenta i ma on na świacie po prostu wielu pomocników i uwierzyłam...:-) ale tylko na chwilkę:-) ale z tym czołgami u ALUSI to światny pomysł:-D 30 listopada 2010 07:55 | ID: 340290 AlusiaSz napisał 2010-11-29 21:58:28Moja Mama zrobiła coś takiego- mam jednego brata i trzy siostry. Całej naszej piątce wsadziła do butów czołgi. Rano byłyśmy bardzo zdziwione jak je znalazłyśmy. Moja Mama powiedziała, że Mikołaj tylu dzieciom musi dać coś do buta, że się pomylił. Pomyślałam, że w takim razie Mikołaj faktycznie istnieje, bo rodzice wiedzą przecież, że mają cztery dziewczynki i dali by coś dobry patent dla małych niedowiarków:) 30 listopada 2010 08:05 | ID: 340295 A ja wierzę, że Mikołaj istnieje... jutro napiszę coś więcej na ten temat... Ale to dopiero jutro. A tak w ogóle to sprytny sposób na promocję bloga :)))) 30 listopada 2010 08:27 | ID: 340306 Oczywiście, że istnieje. Tylko ma tak dużo pracy, że czasem mu nasi rodzice pomagają. Bo przecież Mikołaj ską ma wiedzieć o naszych marzeniach. To rodzice mu podpowiadają. A jak ma ooogrom pracy to troszeczkę go wyręczają. 30 listopada 2010 08:42 | ID: 340315 Babcia Ali i Mai napisał 2010-11-30 08:27:31Oczywiście, że istnieje. Tylko ma tak dużo pracy, że czasem mu nasi rodzice pomagają. Bo przecież Mikołaj ską ma wiedzieć o naszych marzeniach. To rodzice mu podpowiadają. A jak ma ooogrom pracy to troszeczkę go jest w każdym z nas... i ja wolę trzymać się tej wersji. Nawet jeżeli broda mi nigdy nie wyrośnie... 30 listopada 2010 08:44 | ID: 340317 Mama Tymka napisał 2010-11-30 08:42:51Babcia Ali i Mai napisał 2010-11-30 08:27:31Oczywiście, że istnieje. Tylko ma tak dużo pracy, że czasem mu nasi rodzice pomagają. Bo przecież Mikołaj ską ma wiedzieć o naszych marzeniach. To rodzice mu podpowiadają. A jak ma ooogrom pracy to troszeczkę go jest w każdym z nas... i ja wolę trzymać się tej wersji. Nawet jeżeli broda mi nigdy nie wyrośnie...Oj lepiej nie Kasiu! Dziwnie byś wyglądała z długą białą brodą 30 listopada 2010 08:46 | ID: 340319 Może bym była wtedy bardziej wiarygodna jako Mikołaj? 9 monaaa71 Poziom: Przedszkolak Zarejestrowany: 28-01-2009 08:46. Posty: 28735 30 listopada 2010 09:18 | ID: 340343 kilka dni temu moja koleżanka zdenerwowała się,bo dzieci jej siostry uświadomiły jej dzieci,że mikołaj nie istnieje. i stwierdziła,że to tak jakby ktoś im zabrał dzieciństwo...coś w tym jest 30 listopada 2010 12:40 | ID: 340688 jak Mikołaj już nie prawdziwy, to już i nie ma takiej radochy na widok prezentów:-) 30 listopada 2010 12:45 | ID: 340694 Dla mnie to nieodłączny element dzieciństwa... Jak już dziewczyny pisały to ta jedyna w swoim rodzaju magia... Coś co przynależy właśnie temu okresowi w życiu... A moje dzieci, choć znają prawdę, wciąż z biciem serc czekają na tę jedyną noc w roku... I wciąż piszą listy pełne marzeń... A my staramy się realizować te marzenia... I wszyscy cudownie to przeżywamy... Bo myślę, że mimo tych czasem odartych już z magii chwil, nadal mamy w sobie coś z dzieci... I to jest piękne, jeśli umiemy się tak wciąż cieszyć! 12 oliwka Poziom: Dzierlatka Zarejestrowany: 19-04-2008 00:57. Posty: 161880 30 listopada 2010 12:58 | ID: 340706 jagienka napisał 2010-11-30 12:45:53Dla mnie to nieodłączny element dzieciństwa... Jak już dziewczyny pisały to ta jedyna w swoim rodzaju magia... Coś co przynależy właśnie temu okresowi w życiu... A moje dzieci, choć znają prawdę, wciąż z biciem serc czekają na tę jedyną noc w roku... I wciąż piszą listy pełne marzeń... A my staramy się realizować te marzenia... I wszyscy cudownie to przeżywamy... Bo myślę, że mimo tych czasem odartych już z magii chwil, nadal mamy w sobie coś z dzieci... I to jest piękne, jeśli umiemy się tak wciąż cieszyć!To prawda co piszesz AGUŚ - moje dzieciaki nawet już jak wiedziały, że prezenty nie przynosi Mikołaj tylko MY - rodzice to zawsz chcieli mieć je pod choinką a póżniej po kolacji wigilijnej rozpakowywać z wypiekami na twarzy i zaglądać co kto otrzymał - ile było radości to nie da się opisać i dla takich chwil warto wierzyć w tego Świętego Mikołaja i teraz jako dorosłe osoby również o tym mówią, bo nie wyobrażaja sobie świąt bez prezentów pod choinką... to takie cuuudne rodzinne chwile... 30 listopada 2010 23:42 | ID: 341437 Mi sie podoba wersja Kasi - Mikołaj jest w każdym z nas...:) 1 grudnia 2010 07:32 | ID: 341504 Mama Julki napisał 2010-11-30 23:42:30Mi sie podoba wersja Kasi - Mikołaj jest w każdym z nas...:)No - a każdy z nas jest prawdziwy w tym co robi - zwłaszcza w tym co robi by 6 grudnia był taki jakiego go chemy dla naszych pociech :)))) Pamiętam ten moment doskonale. Mogłam mieć cztery, maksymalnie pięć lat. Jechałam samochodem z rodzicami. Wracaliśmy wtedy z rodzinnej wigilii u dziadków na Mokotowie. Moja mama mocno mnie przytulała i w końcu wyznała mi coś totalnie zaskakującego. „Kochanie, tak naprawdę Święty Mikołaj nie istnieje” – powiedziała, szepcząc mi te brutalne słowa do ucha. W taki oto sposób mała Magdusia została uświadomiona, że nie ma czarów, magia nie istnieje i choćbym bardzo chciała, to starszy pan z białą brodą nie przyniesie mi już prezentu nigdy więcej, bo… wyręczą go rodzice. Fajnie, co? Na usprawiedliwienie mojej mamy muszę dodać, że to nagłe wyjawienie prawdy było efektem zamęczania jej przeze mnie kłopotliwymi pytaniami w stylu, „Mamo, dlaczego ten Święty Mikołaj przyszedł w kalesonach i szlafroku?, „Dlaczego Święty Mikołaj ma watę na twarzy? „A gdzie jest dziadek?”. I tak dalej. A jak to było u Was? Kiedy się dowiedziałyście, że Święty Mikołaj nie istnieje? No i może jeszcze ważniejsze pytanie, kiedy planujecie uświadomić swoje dzieci? Święty Mikołaj to narzędzie w rękach rodziców Dzisiaj, kiedy sama jestem mamą uważam, że Święty Mikołaj to bardzo dobre i przydatne narzędzie w rękach rodziców. Oczywiście, że w skrajnych sytuacjach, kiedy wszystkie inne metody wychowawcze zawodzą, to w okolicach grudnia powołuję się na Mikołaja i mówię mojej 4-latce, „Pamiętaj, Święty Mikołaj patrzy i wpisuje dzieci do księgi dzieci grzecznych”. Tak, tak, wiem, że nie powinno się używać stwierdzenia grzeczny/niegrzeczny. Staram się tego nie robić, bo jestem przeciwniczką zamykania dzieciaków w szufladkach, ale jestem tylko człowiekiem, tylko rodzicem i czasami nawet najlepszym się zdarza. Święty Mikołaj Święty Mikołaj to oczywiście nie tylko straszak na dzieci. Historia prawdziwego Świętego Mikołaja, który oddał cały swój majątek jest piękna i budująca i warto mówić o niej maluchom. Chciałabym także, aby moja córka i syn jak najdłużej wierzyli w Mikołaja i wypatrywali go w nadziei na super prezenty. Wiadomo jednak, że w końcu nadejdzie ten moment, kiedy dzieci trochę dorosną, zaczną składać fakty i odkryją prawdę o tym świecie, że nic nie jest takie na jakie wygląda. A jak to było u mnie? No więc zaczęło się tak… Nie masz jeszcze naszej aplikacji? Pobierz Akuku Mamo W latach 80., nie istniały firmy „specjalizujące się w Świętych Mikołajach”. Nie dzwoniło się nigdzie i nie opłacało obcego faceta, by udawał przed dziećmi Mikołaja. Zazwyczaj ktoś z rodziny przebierał się i wcielał się w postać zmęczonego daleką drogą przybysza z Laponii. Wchodził do domu z wielkim workiem wypełnionym prezentami, rozsiadał się na fotelu i rozpoczynał pół godzinną szopkę z dziećmi w rolach głównych. W moim domu przebranym Mikołajem był albo mój dziadek, albo w skrajnych sytuacjach moja… ciocia. Oczywiście w Polsce te ponad 30 lat temu nie można było kupić wypasionego stroju Świętego, dlatego trzeba było się ratować tym, co akurat się nawinęło. U mnie w domu dziadek zakładał zazwyczaj białe kalesony, zimowe buciory ( raz nawet zdarzyły się kapcie!!! ), czerwony szlafrok z poliestru, czapkę i brodę z waty. Dla niepoznaki wkładał również wielkie okulary. Do tego modulacja głosu, lekkie przygarbienie i przedstawienie gotowe. Pamiętam, że zanim ja i moja kuzynka (byłyśmy wtedy jedynymi dziećmi w rodzinie) dostałyśmy prezent musiałyśmy trochę się wysilić. Tak jak w życiu. Łatwo nie było i oczywiście nic za darmo. Mikołaj trzymał w ręku upominek, ale zanim powędrował on do nas, musiałyśmy coś zaśpiewać, zatańczyć lub ewentualnie wyrecytować. Oczywiście wszyscy mieli duży ubaw. No i ja też. Cieszyłam się z prezentów, ale mówiąc szczerze nie do końca lubiłam te występy i zawsze gdy Mikołaj wchodził czułam lekki stresik. Może przez ten wątpliwej jakości strój? Może przez te zadania do wykonania? Nie wiem. Nie jest to bardzo istotne. Istotne jest za to to, że wszyscy się świetnie bawili, płacząc ze śmiechu, że dzieciaki nie rozpoznały za przebraniem własnego dziadka. Wiem to stąd, że mamy kasetę wideo z nagraną na niej jedną Wigilią. To właśnie po tych świętach dowiedziałam się zresztą, że Mikołaj nie istnieje. Faktycznie dziadek nie wyglądał najlepiej jako Święty i nic dziwnego, że już jako mała dziewczynka szybko zorientowałam się, że coś tu nie gra. Przeczytaj także: Kaja Funez-Sokoła o macierzyństwie, modelingu i psychologii W czasach gdy byłam nastolatką i chciałam dokuczyć moim rodzicom, często im wypominałam, że za szybko powiedzieli mi prawdę o świętach i zepsuli mi całą zabawę. Teraz z perspektywy czasu uważam jednak, że moja szybka edukacja w zakresie świąt Bożego Narodzenia wcale nie była taką tragedią, jak może się to wydawać. Oczywiście fajnie jest wierzyć jak najdłużej i mieć zabawę z mikołajowej otoczki, ale ciekawie jest także przejść na drugą stronę i zacząć rozumieć mechanizmy dorosłego świata. Gdy znałam już prawdę… Pamiętam, że rodzice mi przykazali, abym nie zdradzała mojej młodszej kuzynce prawdy o Mikołaju. I jak na mnie to podziałało? No ba, czułam się jak stara. Razem z dorosłymi śmiałam się po kryjomu z kalesonów dziadka, albo z cioci, która próbowała zmieniać swój głos, by brzmiał bardziej po męsku. Uważałam się za członkinię klanu dorosłych. Mówiąc szczerze też zszedł ze mnie jakiś taki stresik, który pojawiał się przed występami dla Mikołaja. Dalej tańczyłam i recytowałam, ale na większym luzie, bo i tak wiedziałam, że czy się pomylę czy też nie to i tak prezent mi się należy. Oczywiście nie chcę powiedzieć, że Święty Mikołaj generuje zbyt dużo stresu i lepiej nie robić dzieciom wody z mózgu i jak najszybciej powiedzieć im prawdę. Fajnie jest w niego wierzyć i wiem, że będę chciała by moje dzieci czekały na niego jak najdłużej, a nie przekopywały mieszkanie w poszukiwaniu prezentów ukrytych przez rodziców. Wiem też jednak, że jak Alicja czy Rysio zaczną już rozumieć coraz więcej i będą nas zasypywać kłopotliwymi pytaniami to nie będę na siłę im ściemniać tylko powiem prawdę w możliwie jak najdelikatniejszy sposób. Bo prawda, nawet ta o Mikołaju wcale nie musi rujnować psychiki. Wręcz przeciwnie. Magda. Co roku pod koniec listopada mam od was masę pytań o to jak wygląda w naszym domu adwent, wigilia i kwestia szaleństwa prezentowego w grudniu. Tyle ważnych dni, które mają wyjątkowe znaczenie dla dzieci… i dla nas jako rodziców. Mam nadzieję, że znajdziecie odpowiedzi na wszystkie, a może nawet coś was zainspiruje do świętowania w tym roku. W naszym rejonie bardzo popularna jest tradycja podrzucania w tajemnicy niewielkich prezencików do butów domowników w czasie nocy z 5 na obuwie musi lśnić czystością, więc nawet najmłodsi dostają mokre chusteczki i pucują. Wcześniej opowiadamy im historię o św. Mikołaju z Miry o którym znamy raczej legendarne historie, napisane już kilkaset lat po jego śmierci) Jest w nich ukryta piękna myśl o dobroci, dzieleniu się tym co się ma nie oczekując nic w zamian. Naszą ulubioną legendą jest ta o trzech ubogich siostrach, które potrzebowały pieniędzy na wiano. Gdy dowiedział się o tym Mikołaj, w środku nocy, przebrany by nikt go nie poznał, zakradł się po ciuchu i podrzucił potrzebne złoto przez my czekamy czy gdy będziemy smacznie spali ktoś potajemnie podrzuci nam coś do buta. Jakie są efekty? Dzieci trochę gorzej zasypiają wieczorem, ale rano mamy masę radości. Co więcej czasem zmartwieni czy rodzice też będą mieć niespodziankę podrzucają ją sami! Oczywiście w największej ważną kwestią jest szacunek do rodzin w których “wiara w Mikołaja” jest bardzo ważna. Uczymy nasze dzieci, że nie powinny innym dzieciom mówić, że wiedzą skąd się biorą prezenty np. w przedszkolu. Nasze dzieci też nie boją się przebranych mikołajów, wiedzą, że to ktoś bliski i życzliwy kto nie chce być rozpoznany po to żeby niespodzianka się udała. A na ich pytanie “dlaczego u niektórych ludzi Mikołaj przychodzi też w wigilię” mówimy, że… widocznie taką mają tradycję. Opowiadamy im o dziadku mrozie w rosjii, o aniołku w innej części Polski… i o tym, że tradycje i spędzanie świąt są naprawdę różne, I TO JEST PIĘKNE! Adwent To wyjątkowy czas przygotowań do wigilii i świąt. Ponieważ jesteśmy wierzący, nacisk kładziemy na narodziny Jezusa. Najważniejsze przyjęcie urodzinowe w roku. Mieliśmy różne podejścia do kalendarzy adwentowych, jednak z małymi dziećmi trudno przewidzieć czy konkretnie tego dnia będziemy w stanie piec pierniczki czy inne specjalne zdania. A kalendarze z mini prezencikami wg. nas nie do końca uczą oczekiwać, a raczej stale konsumować. A te z czekoladkami? Gdy nasze dzieci dostały takie trudno było im jeść po jednej dziennie. I to w dodatku tylko ze swojego kalendarza… 😀W tym roku planujemy skupić się na oczekiwaniu. Na ścianie w kuchni zawiśnie symboliczny kalendarz z dniami od 29 listopada – to wtedy wypadnie pierwszy dzień adwentu. Chodzenie na roraty przerastało nas logistycznie co roku, więc w 2020 nic się nie zmieni 🙂 Może gdy będą starsi. Staramy się rozmawiać z nimi na temat postanowień adwentowych – nie jest to jednak nie jedzenie słodyczy, bo generalnie jemy je okazjonalnie. Raczej nakierowujemy ich na dobre uczynki, na uważność w kwestii przebaczania i …jałmużnę! To naprawdę dobry czas w roku, żeby uczyć ich wrażliwości na ubogich. Ważnym wydarzeniem jest dla nas budowa szopki. Trochę działań plastycznych, trochę rozmów, trochę poparzonych palców klejem z pistoletu i nasze figurki znalezione na allegro. Takie bardzo tradycyjne, ale mam do nich sentyment. Nie dokładamy jednak najważniejszej figurki, a trzech króli stawiamy gdzieś dalej, bo przyjdą dopiero szóstego stycznia 🙂 Oczywiście jest to też czas przygotowań technicznych i materialnych naszego domu. Staramy się zamykać temat prezentów jak najszybciej i pakować je kilka dni przed świętami zanim zacznie się “młyn” w kuchni. Poza tym staramy się robić grubsze porządki w zakamarkach naszego domu. To świetna motywacja, żeby przyjrzeć się co mamy, co nam się nie sprawdziło i … wystawić to na sprzedaż, wywieźć na gratowisko, wydać komuś komu się przyda. Wigilia Przygotowania do niej zaczynamy jakieś 3-4 dni przed. Sporo gotuje sama, ale wymieniam się potrawami z moją mamą i teściową. Dzięki temu mamy istny przegląd dań z różnych rejonów Polski przywiezionych od szwagrów, po prabaciach itp. Istna kuchnia fusion! I faktycznie wychodzi ich 12 🙂 Porcje robimy niewielkie, a z talerzami tego co jeszcze jest krążymy w kolejne dni po rodzinie i raczej nic się nie marnuje. Tego dnia ubieramy też choinkę, kończymy ozdabiać dom. Sama uroczysta kolacja jest dla nas bardzo ważnym czasem na rozmowy z naszymi dziećmi. Dlatego od kilku lat decydujemy się spędzić ją w najściślejszym gronie rodzinnym. Ubieramy się odświętnie, malujemy, czeszemy…nawet buty na obcasie. Koszule jednak w tym roku planuje w czerwoną kratę, a nie białe 😀 Zaczynamy od przeczytania fragmentu ewangelii mówiącego o narodzinach dzieciątka. To właśnie wtedy najmniejszy chodzący członek rodziny wkłada figurkę do żłobka. W zeszłym roku nawet zaczęliśmy śpiewać “chwała na wysokości” razem z chórami aniołów z czytania. To wszystko sprawia, że nawet najmłodsi zauważają wyjątkowe znaczenie naszego świętowania. Potem dzielimy się opłatkiem, ale bez dłuższych życzeń. I zaczyna się jedzenie. Dzieci mogą jeść co chcą, w najgorszym przypadku jedzą głównie pierniki. Zachęcamy do próbowania i to co najbardziej im pasowało do tej pory to: Zupa rybna, smażone pierożki z kapustą, ryba i czasem sałatka z fasoli. Po jedzeniu idziemy na spacer! TAK, TAK… Co roku jednak tata zapomina ubrać butów i musi wrócić do domu… potem mama przypomina sobie, że nie wyłączyła piekarnika, aż w końcu spacerujemy ulicą kilkanaście minut. Kiedy pora wracać, ja pytam kto chce kakao… Dzieciaki krzyczą, że coś się pojawiło pod choinką. ( czasem też szybko coś podrzucają co sami przygotowali). Odpakowujemy najwolniej jak się da. Każdy musi zaprezentować co dostał. Czasem ktoś się domyśli od kogo był prezent i ze śmiechem wołamy hasło: “dziękujemy kochanemu gwiazdorkowi”. Co roku udaje nam się też trochę kolędować, ale nie mamy określonego momentu. Wiele rzeczy dzieje się spontanicznie i jak to w dużej rodzinie… JEST GŁOŚNO i ktoś się czasem obrazi, albo coś w tym stylu, jednak na samą myśl, że już niedługo przyjdą te dni sprawia, że czuję miłe ukłucie w sercu.

czy mikołaj to rodzice